Reklama

Fortnite: Ninja stracił połowę swoich widzów

Tyler "Ninja" Blevins jeszcze kilkanaście miesięcy temu był absolutnie największą gwiazdą streamingu. Amerykanin przyciągał tak wielką publiczność, o jakiej inni twórcy mogli powalczyć. Teraz jednak czasy świetności ma za sobą, a coraz mniej osób ogląda jego poczynania. Skąd powstał taki trend?

"Ninja" wiele lat temu swoją rozpoznawalność budował na grze HALO. Tytuł jednak nie zdobył ogromnej popularności, a co za tym idzie, sam twórca nie osiągnął status gwiazdy. Inaczej było po premierze Fortnite: Battle Royale. Blevins od samego początku wykazywał ogromny talent do tytułu od Epic Games. Dołożył do tego wiele charyzmy, ekscentrycznych zachowań czy słynny taniec "Pon Pon" po wygranych meczach.

W ten sposób zaskarbił sobie serca wielu milionów użytkowników platformy Twitch.tv. Status największej gwiazdy streamingu na świecie utrzymywał przez długie miesiące. Na fali popularności pobił rekord widzów na swoim kanale, gdy występował wraz ze słynnym kanadyjskim raperem - "Drake’iem".

Reklama

W sierpniu 2019 roku zdecydował się na bardzo odważny krok. Podpisał umowę z nowopowstającą platformą Mixer, której właścicielem był gigant z Doliny Krzemowej - Microsoft. Według różnych doniesień za tę transakcje Amerykanin miał otrzymać 50 milionów dolarów. Jednak na Mixerze nie potrafił gromadzić ogromnej widowni.

Niecały rok później witryna upadła, a "Ninja" wrócił na Twitcha. Po czasie przestał jednak grać w Fortnite’a, co znacznie odbiło się na jego popularności. Obecne jego statystyki są zatrważające. W lipcu zanotował spadek rzędu 50% widowni. Również można zauważyć mniejszy czas streamowania przez influencera - zaledwie 89 godzin. To może powodować ogromne zaskoczenie, a perspektywy dalszego spadku są realne. Nie wiadomo jednak, czy Amerykanin wróci do gry od Epic Games. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie nie.

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś na świecie

Raporty specjalne

Rekomendacje