Reklama

Reklama

​Ocelote nie jest już CEO G2 Esports

Można chyba śmiało powiedzieć, że wczorajszy późny wieczór był punktem zwrotnym w historii esportu, na miarę rozstania Virtus.pro z polskim składem. Carlos "ocelote" Rodríguez ustąpił ze stanowiska CEO G2.

Wczoraj wieczorem ocelote opublikował na swoim profilu na Twitterze długie i dość emocjonalne nagranie wideo, w którym informuje, że ustępuje z funkcji CEO organizacji, którą założył w 2014 roku jako Gamers2. Podziękował w nim m.in. wszystkim ludziom i firmom, które spotkał na swojej drodze jako szef G2, jak również powiedział, że bierze odpowiedzialność za wszystko, co stało się w przeciągu ostatniego tygodnia. Wyraził również nadzieję, że fani będą go pamiętać za pozytywne epizody jego kariery, zarówno jako gracza League of Legends jak i założyciela i szefa organizacji. Poniżej możecie zobaczyć całe pożegnalne wideo ocelote’a:

Reklama

Mniej więcej w tym samym czasie sama organizacja wydała oświadczenie, w którym poinformowano o odejściu ocelote:

Cała sytuacja to oczywiście pokłosie tego, co stało się w miniony weekend. Najpierw ocelote opublikował nagranie wideo, na którym widać jak imprezuje z Andrew Tate, kontrowersyjnym influencerem, mocno nieprzychylnie wypowiadającym się o roli kobiet w społeczeństwie, a gdy wokół tego nagrania wybuchła afera, ocelote w dość gwałtowny sposób zareagował, pisząc, że nikt go nie będzie rozliczał ze znajomości. 

Krótko po tym zapadła decyzja o zawieszeniu go jako CEO na okres ośmiu tygodni. Jeśli jednak ktoś uważał, że te osiem tygodni było jedynie sposobem na to, by sprawa ucichła, wczoraj wieczorem przekonał się, że sytuacja znalazła znacznie bardziej sensacyjny finisz. Również scenariusz, w którym Carlos otrzymuje inne, mniej eksponowane stanowisko w organizacji, staje się w tym momencie bardzo mało realny. 

Trudno w tym miejscu oprzeć się wrażeniu, że - choć G2 w oświadczeniu napisało, że była to decyzja ocelote - założyciel organizacji został przekonany przez zarząd organizacji, że to będzie to najlepsza decyzja z punktu widzenia wizerunkowego. Swoją rolę mogło tutaj odegrać Riot Games, które bardzo dużą wagę przywiązuje do aspektów wizerunkowych w swoich ligach. G2 to bowiem nie tylko dywizja League of Legends z Jankosem, ale też Valorant. 

Niedawno Riot ogłosił, że w gronie organizacji partnerujących najwyższej lidze Valorant nie znajdzie się miejsce dla G2, co wielu odczytało jako jasny sygnał, że w najwyższych ligach esportowych nie ma miejsca dla ludzi czy organizacji zamieszanych w tak kontrowersyjne sytuacje.

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy