Reklama

Reklama

Rozmawiamy z Pawłem Kowalczykiem, prezesem Polskiej Ligi Esportowej

O rekordowej puli nagród PLE, Centralizacji Praw Sponsoringowych, przyszłości polskiego esportu, planach na najbliższe miesiące i o innych ciekawych tematach, udało nam się porozmawiać z CEO Polskiej Ligi Esportowej, Pawłem Kowalczykiem. Zapraszamy do lektury!

Grzegorz Gajkoś - Centralizacja Praw Sponsoringowych. Rozwiązanie, które wdrożyła Polska Liga Esportowa sprawia wrażenie bycia całkowicie rewolucyjnym. To dosyć duża pokusa dla drużyn?

Paweł Kowalczyk - Zdecydowanie tak. Centralizacja Praw Sponsoringowych to rewolucja w relacjach między drużynami a organizatorem rozgrywek.  Pozwala ona nam na wielowymiarowe zacieśnianie współpracy - nie tylko w celu pozyskiwania finansowania, ale również pod względem komunikacyjnym czy marketingowym. Wspólnie z organizacjami, ale też partnerami budujemy silny produkt i już dziś czerpiemy z tego realne korzyści. Z pewnością CPS jest bardzo istotnym rozwiązaniem dla drużyn, szczególnie tych, które dopiero zaczynają profesjonalną przygodę z esportem. Do tej pory nie było platformy, która dawałaby możliwość zarobienia pieniędzy początkującym organizacjom, czy pokazania się w elicie polskiego esportu w tak łatwy sposób. W ubiegłym tygodniu prowadziliśmy otwarte kwalifikacje do PGE Dywizji Mistrzowskiej i liczba drużyn, które się do nich zgłosiły bardzo pozytywnie nas zaskoczyła. Widzimy więc namacalne efekty naszych działań, a wymiana wiedzy na temat samych rozgrywek, ale także w obszarze marketingu czy organizacji rozgrywek, pozwala na profesjonalizację ligi i zwiększenie zasięgów. To z kolei działa z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych stron. Co ważne, to, co zrobiliśmy do tej pory, to dopiero pierwszy etap. Prowadzimy już rozmowy z organizacjami i planujemy rozszerzenie CPS o inne aspekty na innych płaszczyznach. Mamy nadzieję, że w drugiej połowie roku będę mógł pochwalić się kolejnymi dobrymi wiadomościami.

Reklama

Co w największym stopniu przekonało sponsorów, by uzyskać rekordową pulę przeznaczoną na rozgrywki - okrągły milion złotych?

- Myślę, że przede wszystkim to, że nie składamy pustych obietnic. Dla nas liczy się przede wszystkim jakość produktu i dobrze opracowana strategia, którą sukcesywnie realizujemy. Dzięki temu zbudowaliśmy zaufanie naszych partnerów. Wsłuchujemy się w potrzeby sponsorów - a są one naprawdę różne - i staramy się zaoferować zróżnicowane rozwiązania. Dlatego nie ograniczamy się tylko do prowadzenia ligi, ale tworzymy też nowe produkty, wydarzenia czy urozmaicony content. Edukujemy również rynek, chcąc pokazać, że bariera wejścia w świat esportu nie jest nieosiągalna, zwłaszcza dla klientów nieendemicznych.
Taka postawa przynosi oczekiwane rezultaty. Kilka dni temu informowaliśmy, że po owocnej współpracy z PGE w 2021 roku, firma zdecydowała się przedłużyć z nami umowę. Wiemy, że jedna z największych spółek energetycznych w kraju myśli o esporcie długofalowo.

Wspomniał Pan: “By dorównać rozwiniętym rynkom potrzebujemy większego dokapitalizowania". Chciałem zapytać o przyszłych inwestorów. Czy takowi pojawiają się gdzieś na horyzoncie? Chodzi oczywiście o znane i cenione w Polsce marki jak Marcin Gortat czy Dawid Podsiadło, którzy mieli już okazje współpracować z PLE.

- Finansowanie esportu jest jednym z filarów jego rozwoju. Nie tylko w kontekście PLE, ale całej branży. Zauważamy duże inwestycje w esport na poziomie europejskim i światowym - zarówno dla drużyn, jak i organizatorów rozgrywek. Ułatwia to profesjonalizację rynku. Staramy się, by działania Polskiej Ligi Esportowej zbliżały nas do tego międzynarodowego poziomu. Dlatego chcemy zachęcać i edukować inwestorów, by dalej wspierali rozwój branży, ponieważ szczególnie zależy nam na inwestowaniu w organizacje i drużyny. Dzięki temu będziemy mogli jeszcze bardziej wspierać zawodników na drodze do sukcesu. Tu podobnie jak w tradycyjnym sporcie - bez odpowiedniego zaplecza i treningów nie da się zbudować profesjonalnej, międzynarodowej kariery.

Wśród ludzi świata biznesu nie brakuje fanów esportu, czy nawet graczy. Mamy więc nadzieję, że uda nam się nawiązać nowe, owocne współprace. Chcemy jednak by nasi inwestorzy wnosili nie tylko wkład finansowy, ale również pewne know-how czy inne atuty, choćby marketingowe. Nie myślimy tylko o kontekście gamingowym, ale staramy się patrzeć szerzej.

Jako wieloletni entuzjasta profesjonalnej sceny CS:GO, głęboko liczę na to, że nowe rozdanie i tak duża pula finansowa wzniesie polskiego CS’a po raz kolejny na wyżyny. Czy upatrujecie w tym jakieś szanse na odrodzenie rodzimej sceny?

- Widzimy ten zastój i naszym celem jest jego zmiana. Żeby ona nastąpiła musimy jednak zbudować strukturę, której silna podstawa umożliwi rozwój organizacjom będącym na niższym szczeblu. Chcemy, by ekosystem, który stworzymy, łączył zawodników osiągających sukcesy z tymi, którzy dopiero zaczynają przygodę z esportem. Dzięki temu będą mogli wzorować się na najlepszych i dostaną wiedzę, która pozwoli im się profesjonalizować. Wierzymy, że wpłynie to na coraz lepszy poziom sportowy, co przełoży się na sukcesy międzynarodowe. W tym zakresie współpracujemy już z BLASTem, dając najlepszym drużynom możliwość udziału w prestiżowych europejskich turniejach.

W mediach społecznościowych PLE można znaleźć intrygującą zajawkę odnośnie projektu "All Star". Czy uchyli Pan rąbka tajemnicy?

- All Star to nowy projekt dla społeczności CS:GO, który pozwoli wyłonić graczy z największymi umiejętnościami i rozpoznawalnością w środowisku esportowym. Chcemy pokazać szerszej, nieendemicznej też widowni, że w PLE mamy prawdziwe gwiazdy CSa. Projekt ruszy już w kwietniu, a swój finał będzie miał podczas lipcowego Superpucharu. Z All Star związanych będzie też wiele produktów i atrakcji dla graczy, kibiców i naszych partnerów. Więcej szczegółów zdradzimy w drugiej połowie marca.

Wspomniał Pan, że PLE współpracuje z firmą BLAST. Czy pojawiały się jakieś pomysły, rozmowy, konkrety - by w Polsce zorganizować duży turniej esportowy?

- Nasza współpraca z BLAST opiera się o dostarczeniu najlepszych organizacji z ramienia PLE do ich struktur międzynarodowych. Dla BLAST było to bardzo ważne, ponieważ potrzebowali podmiotu z naszego rynku, który dokona selekcji na podstawie kluczowych umiejętności esportowych zawodników. Z kolei dla polskich drużyn to ogromna szansa na pokazanie się szerszemu, międzynarodowemu gronu. Jako PLE możemy im ułatwić drogę do bycia najlepszym, co wiąże się z ogromnym prestiżem, widownią, ale też finansowaniem.

Mamy w planach nowe, duże projekty, niekoniecznie we współpracy z organizacją BLAST. Z pewnością będziemy robili więcej dla profesjonalizacji naszych drużyn i postaramy się jak najlepiej pomóc im w rozwoju kariery międzynarodowej.

Polska Liga Esportowa uważana jest za bezpośrednią konkurencję ESL Mistrzostw Polski. Co według Pana, wyróżnia PLE na tle wspomnianego konkurenta (oprócz puli nagród)?

 -Nie chcemy porównywać się do konkurencji. Staramy się skupić przede wszystkim na tym, by nasze produkty były jak najlepsze. Myślę jednak, że naszym wyróżnikiem jest elastyczność - zarówno pod względem dopasowania oferty do partnerów, jak i wprowadzania innowacji, a nie powtarzania ciągle tych samych działań. Ta elastyczność pozwala nam na nieustanne tworzenie nowych produktów i niespotykanych rozwiązań jak np. finał Superpucharu na plaży. Zależy nam na tym, bo właśnie takie działania stymulują rozwój esportu, nie tylko pod względem biznesowym, ale także wpływają na wzrost całej społeczności. Mocno stawiamy też na regionalizację - chcemy rozbudowywać i wspierać polski rynek. Dzięki temu, że nie jesteśmy elementem międzynarodowej struktury, mamy dużą swobodę i niezależność, co pozwala nam na zbudowanie stabilnej struktury esportowej w kraju.

PLE została wybrana jako wyłączny operator rozgrywek VALORANT East: United. To chyba dobra droga do budowania esportowych karier amatorów od podstaw i dawanie szansy każdemu, bez wyjątku?

- Jest to dla nas olbrzymie wyróżnienie. Cieszymy się, że to właśnie podmiot z Polski został wybrany do zorganizowania rozgrywek dla 21 krajów. Jednak jest to również wyzwanie - bierzemy udział w dynamicznym kształtowaniu się rynku.

VALORANT East: United to szansa na zaistnienie dla początkujących organizacji. System rozgrywek został stworzony tak, by każdy miał równe szanse. Co ważne, udział w turnieju gwarantuje od razu zdobycie międzynarodowego doświadczenia. Dążymy do tego by nowe talenty mogły wkrótce zostać mistrzami.

Nasze relacje z Riot Games są bardzo dobre. Planujemy szereg działań, na pewno jeszcze niejednokrotnie zaskoczymy społeczność niespodziankami, które odbiją się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale też poza granicami kraju.

Ostatnie działania Polskiej Ligi Esportowej realizowane są z dużym, do tej pory niespotykanym w polskim esporcie rozmachem. Będziecie chcieli poszerzać horyzonty i poza CS:GO oraz Valorantem inwestować również w inne tytuły?

- W tym roku planujemy kilka niespodzianek. Jesteśmy na etapie finalizacji umów, więc z pewnością będziemy organizować rozgrywki dla nowych gier - zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych graczy. Chcemy zgromadzić społeczność, która wywodzi się z różnych kręgów zainteresowań i gier.

Czy ma Pan jakieś konkretne cele na najbliższe miesiące, do zrealizowania w bieżącym roku?

- Przede wszystkim - konsekwentna realizacja naszych założeń strategicznych. Chcemy wdrożyć zapowiadany ekostystem rozgrywek, ale też zacieśniać więzi z organizacjami i ich zawodnikami. Sukcesywnie będziemy też inicjować rozwiązania, które pozwolą nam na lepszą regionalizację naszej działalności. Będziemy prowadzić więcej wydarzeń o mniejszym charakterze, choć oczywiście nie zaniedbamy rozgrywek ogólnopolskich. Chcemy też dalej edukować i pokazywać społeczeństwu czym tak naprawdę jest esport i jakie korzyści i zagrożenia może przynieść.

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy