Reklama

Trzeci tydzień Mistrzostw Świata w League of Legends oficjalnie rozpoczęty

Mistrzostwa Świata w League of Legends powoli zmierzają w kierunku upragnionych ćwierćfinałów. Po wczorajszym rozstrzygnięciu grupy Vitality i pięknej serii zwycięstw w wykonaniu Cloud9, przyszedł czas na przekonanie się, czy G2 Esports ma to, czego potrzeba do zakwalifikowania się do dalszej fazy turnieju

Afreeca Freecs - Flash Wolves (1:0)

Początek jednej z najbardziej wyrównanych grup tegorocznych Worldsów zaserwował nam drobny, koreański powrót. Po emocjach związanych z wczorajszą grupą i agresywnym stylu gry Vitality, dzień rozpoczął się powolną grą, w której nie doczekaliśmy się zbyt wielu zabójstw. Przez dłuższą część spotkania na tablicy widniał wynik 1:0, a Afreeca swobodnie kontynuowała zabieranie kolejnych fragmentów mapy z rąk Flash Wolves.

Padały wieże, ginęły smoki... Na bezpośrednią walkę pomiędzy obiema drużynami musieliśmy czekać aż do samego końca spotkania. Jedna, udana walka Afreeca Freecs pozwoliła im przypieczętować solidną przewagę, jaką zbudowali bez wymuszania pojedynków z Flash Wolves. Wzmocnienie zyskane dzięki Baronowy po raz kolejny otworzyło bazę przeciwnika i zagwarantowało Koreańczykom drugie zwycięstwo w grupie.

Reklama

G2 Esports - PVB (1:0)

Drugie spotkanie dzisiejszego dnia również nie obfitowało na początku w widowiskowe, imponujące zabójstwa. Wietnamskiej drużynie udało się jednak, po raz kolejny, całkowicie zdominować początkowy etap gry. Wszystkie linie G2 przegrywały, Jankos był dwa poziomy do tyłu względem rywala, a do europejskich fanów zaczęły wracac nieprzyjemne spotkania z pierwszego spotkania tych zespolów, gdzie PVB wygrało early game i po prostu skończyło grę.

Tym razem sytuacja wyglądała jednak trochę inaczej. Chociaż wietnamska drużyna w pewnym momencie miała prawie sześć tysięcy złota przewagi, kiedy Perkz odnajdzie się na swojej postaci, nic nie zdoła go powstrzymać. Kolejne zabójstwa zaczęły napływać falami na konto G2, mecz robił się coraz bardziej wyrównany i wreszcie doszliśmy do 40 minuty, w której Hjarnan zakończył swój build, a Perkz zdobywał swojego ósmego killa.

Wreszcie udało się odnaleźć zwycięski teamfight. Pomógł fakt, że ADC PVB był ledwo widoczny podczas całego spotkania, a midlaner G2 wszedł na poziom wyższy nawet niż ten oczekiwany przez najwierniejszych fanów. Na europejski skład wciąż czekały jednak znacznie trudniejsze spotkania.

Flash Wolves - G2 Esports (1:0)

Drugi mecz z rzędu był szansą dla G2 na zagwarantowanie sobie miejsca w ćwierćfinałach. Porażka oznaczała dalszą walkę, a zwycięstwo awans do TOP8. Była szansa na wybranie Heimerdingera, którego w pierwszej fazie banów nie pozbyło się Flash Wolves. Zamiast tego, Hjarnan postawił na coś nieco innego. Zobaczyliśmy pierwszego na tegorocznych Worldsach Branda.

Początek zaczął się dobrze dla G2, ale ostatecznie szybko się wyrównał. Flash Wolves zgarnęło dwa dodatkowe zabójstwa, a europejski skład zabierał wieże. Dodatkowo mieli sporą przewagę w CS-ach na górnej i środkowej alei, co pozwoliło im zbudować sobie subtelną przewagę w złocie oraz zabrać dwa pierwsze smoki. Chwilę później, w okolicach 20 minuty, rozpoczęła się prawdziwa wojna. Flash Wolves wygrywa teamfight, Jankos kradnie im Barona, G2 wraca z bazy i znów upada większość swoich graczy. Jeden Smite ze strony polskiego dżunglera sprawił, że potencjalnie katastroficzna sytuacja została uratowana, kupując G2 odrobinę więcej czasu.

Chociaż większość teamfightów kończyła się na korzyść Flash Wolves, G2 cały czas utrzymywało swoją przewagę w złocie. Ponad 100 CS-ów różnicy pomiędzy Hanabim a Wunderem pozwoliło drużynie Perkza znaleźć wreszcie dobrą walkę, wygrać ją i zgarnąć Barona, który szykował się na buff będący dla nich pierwszym krokiem w stronę zwycięstwa. Na konto G2 trafiły kolejne wieże, razem z prawie pięcioma tysiącami złota.

To Flash Wolves znalazło jednak kolejny, szalony teamfight, nastąpiła wymiana buffami, G2 zabrało Elder Dragona, a FW Barona. Wybiła 40 minuta, Flash Wolves weszło do bazy rywala, niszcząc pierwszy inhibitor. Przewaga w złocie europejskiego składu powoli zaczynała mieć coraz mniejsze znaczenie. Po 46 zabójstwach, azjatycka drużyna wygrała ostatnią walkę, nie pozwalając wydostać się G2 z grupy A.

PVB - Afreeca Freecs (0:1)

Korea stanęła przed kolejnym spotkaniem, które musiała wygrać, żeby wciąż myśleć o awansie do kolejnej fazy turnieju. Wietnamczycy postawili na Camille dla Zerosa i Gragasa na supporcie, a po raz pierwszy na topie zobaczyliśmy również Jaxa. Po spokojnych dziesięciu minutach, PVB przyspieszyło nieco tempo, odpowiadając na pierwszą kew przelaną przez Afreeca Freecs. Wietnamczycy przeprowadzili dwie skuteczne akcje, gwarantując sobie przewagę w liczbie zdobytych wież.

Chociaż PVB dzielnie trzymało się swojego rywala, to Afreeca pokazała klasę wtedy, kiedy było to potrzebne. Kontrola wizji wokół Barona doprowadziła do pułapki z ich strony i wyłapania przeciwników w mniej komfortowej sytuacji. Szybkie zabójstwa pozwoliły zabrać im potężne wzmocnienie, wejść do bazy PVB i wygrać drugie spotkanie dzisiejszego dnia.

Flash Wolves - PVB (0:1)

Niespodzianek ciąg dalszy. Grające o honor PVB, po kolejnym 40-minutowym maratonie pokonało Flash Wolves, które podobnie jak G2 w ich wspólnym meczu, było o krok od awansu do ćwierćfinału Mistrzostw Świata. Większość spotkania wyglądała tak samo jak pojedynek pomiędzy G2 a Flash Wolves. PVB udało się zbudować sporą przewagę w CS-ach nad Sionem, co nie pozwoliło FW odskoczyć ze złotem, mimo swoich licznych zabójstw.

To co nie udało się w końcówce G2, udało się ostatecznie PVB. W piątkę wyciągnęli SwordArta, błyskawicznie zabrali Barona i weszli do bazy rywala. Potem pozostał już tylko jeden teamfight. Chociaż rozpoczynał walkę Sion Flash Wolves, to PVB wyszło zwycięsko z tego 5v5, kończąc ostatecznie kolejny maraton.

G2 Esports - Afreeca Freecs (0:1)

Skomplikowała się sytuacja w grupie A. Przegrana Flash Wolves oznaczała, że Tajwańczycy czekali na przegranego tego meczu, żeby zagrać tiebreaker o wyjście z drugiego miejsca. Zwycięzca spotkania G2 - AFC gwarantował sobie z kolei pierwsze miejsce w grupie i awans do ćwierćfinału Worldsów. Druga próba G2 niestety również nie okazała się tą ostatnią. Linie były dosyć wyrównane, wszyscy trzymali się podobnej liczby CS-ów, a złoto nie odskakiwało w żadnym z kierunków, aż do momentu gdy czterech Koreańczyków pojawiło się na dolnej alei, zgarniając dwa zabójstwa.

Później odpowiedziało jednak G2, zgarnęło kolejne zabójstwa i chociaż Afreeca miała więcej zabójstw na swoim koncie, to drużyna EU LCS wygrywała w złocie, forsując kolejne zagrania. Nawet gdy po zgarniętymi przez G2 Baronie, zginął cały ich skład, wciąż mieli przewagę i czekali na kolejny buff po wzięciu kilku wież rywala. I właśnie ten moment okazał się początkiem końca dla G2. Pozbawieni jakiejkolwiek wizji, oddali Barona w ręce AFC, zginęła większość ich drużyny i była to okazja, której Korea nie mogła nie wykorzystać. Wygrany teamfight pozwolił słaby początek Afreeci zamienić na zwycięstwo.

G2 Esports - Flash Wolves (1:0)

Na szczęście to, co nie udało się za drugim razem, wyszło za trzecim, kiedy G2 po raz kolejny zmierzyło się z Flash Wolves. Afreeca Freecs gwarantowała sobie awans z pierwszego miejsca, a o drugie miał zmierzyć się pierwszy slot LMS oraz trzeci slot EU LCS. Jeżeli ktoś stracił nadzieje, mając w głowie dwa poprzednie spotkania, w których G2 oddało wygraną w ręce rywala oraz ich bardzo zacięte spotkanie z PVB, odzyskał je, gdy Hjarnan wybrał swojego niepokonanego championa.

Na dolnej alei pojawił się Heimerdinger, Perkz wybrał Irelię, a Wunder po raz kolejny zdecydował się na Aatroxa. Na mapie pojawiły się postaci, które widzieliśmy już niejednokrotnie w rękach G2 i oglądaliśmy, jak potrafią nimi operować. Widać było to podczas ostatniego spotkania dzisiejszego dnia, bowiem drużynie Jankosa udało się rozprawić z Flash Wolves w nieco ponad pół godziny. Swoją przewagę zaczęli budować już od 10 minuty, kiedy Perkz w towarzystwie swoich dwóch kolegów przelał pierwszą krew.

G2 odnalazło solidny, bezpieczny early game, zabierając najlepszego smoka i zabijając kilku rywali. Później kolejna wymiana poskutkowała w kilku zniszczonych przez nich wieżach, a o końcu spotkania przesądziły dwa zabójstwa ze strony Hjarnana, które otworzyły im drogą do Barona. Potęzne wzmocnienie, podobnie jak w wielu poprzednich meczach fazy grupowej, pozwoliło zniszczyć pierwszy inhibitor rywali, pewnie wejść do bazy i wykończyć przeciwnika, gwarantując sobie tym samym awans do kolejnego etapu Mistrzostw Świata.

ESPORTER
Dowiedz się więcej na temat: League of Legends
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy