Reklama

Reklama

Znacie ten trik z każdej gry wyścigowej. Zobacz go na prawdziwym torze!

Chyba każdy fan ścigałek przynajmniej kilka razy próbował "objechać" przeciwników, wykorzystując bandy toru. Pewien kierowca NASCAR postanowił użyć tego triku w prawdziwym wyścigu.

Ross Chastain to profesjonalny kierowca NASCAR, który swoją fascynację samochodami wyniósł jeszcze z czasów grania na konsoli Nintendo GameCube. Gdy 17 lat temu używał tam powszechnie znanego sposobu na wyprzedzanie przeciwników, pewnie nigdy się nie spodziewał, że kiedyś przyjdzie mu wykorzystać ten sam trik na prawdziwym torze.

Na pewno znacie to z niejednej "ścigałki" - widzicie przed sobą dość ostry zakręt, ale nie jesteście pewni, czy uda wam się go bezproblemowo pokonać, a może po prostu jedziecie za szybko i nie chcecie zwalniać? Ustawiacie więc samochód lekko bokiem, tak by tył dotknął bandy na zewnątrz zakrętu - dzięki czemu macie pewność, że ogrodzenie was nie zatrzyma - i w ten sposób pokonujecie wiraż na pełnym gazie. Mniej więcej tego samego sposobu użył Ross w trakcie wyścigu na torze Phoenix Raceway.

Reklama

Wrzucił najwyższy bieg, lekko uderzył samochodem o bandę okalającą tor, po czym na niemal pełnej prędkości wyprzedził sporą liczbę przeciwników. W ten sposób udało mu się wskoczyć na 4. miejsce, dzięki czemu zakwalifikował się do play-offów serii NASCAR na torze Martinsville Speedway.

Jakby mało było szaleństwa w jego pomyśle, w powyścigowym wywiadzie przyznał, że jadąc już przy ścianie, puścił kierownicę i dał się prowadzić bandzie. Podobno pierwszy raz zastosował ten trick mając... osiem lat. Natomiast karierę kierowcy wyścigowego Ross rozpoczął w wieku 12 lat. Wywiad, w którym opisywał swoje emocje w trakcie i po wyścigu, możecie zobaczyć poniżej:

NASCAR już zapowiedziało, że nie zamierza wprowadzać żadnych nowych regulacji w regulaminie, które zakazywałyby możliwości wykonywania podobnych manewrów. Natomiast cała sytuacja to niezły argument, który można wykorzystać w dyskusjach z ludźmi, którzy uważają, że sim-racing nie ma nic wspólnego z prawdziwym ściganiem. Oczywiście o ile takie sztuczki wykonuje się na torze, nie na ulicy.

INTERIA.PL

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy