Reklama

Reklama

Tenis jako esport? To mogłoby zadziałać!

​Tenis ziemny jest jedną z najpopularniejszych dyscyplin na świecie. Aktualnie nasz kraj ma dwoje znakomitych ambasadorów tego sportu. Są nimi Hubert Hurkacz i Iga Świątek. Czy jest możliwe, by polskie studio wyprodukowało znaną na cały świat tenisową grę, która trafiłaby do "hardkorowych" graczy (esport), jak i dla przeciętnego fana "białego sportu"?

Od kilkunastu lat popularność tenisa w naszym kraju rośnie w siłę. Najpierw kibiców przyciągały singlowe sukcesy Agnieszki Radwańskiej. Krakowianka wygrała aż 20 turniejów WTA w grze pojedynczej. Jest to niebywały sukces, gdyż do tych osiągnięć należy jeszcze doliczyć finał Wimbledonu z 2012 roku czy dwukrotną obecność w półfinałach Australian Open (2012,2014). Przez bardzo długi okres starsza z sióstr Radwańskich była wiceliderką światowego rankingu WTA. Popularna "Isia" w listopadzie 2018 roku niespodziewanie zakończyła karierę. Było to spowodowane kontuzją stopy. Jednak polscy kibice nie musieli czekać bardzo długo na sukcesy naszych tenisistów.

Reklama

Można śmiało stwierdzić, że od 2020 roku mamy nową erę polskiego tenisa. Pojawiła się Iga Świątek i jej wielki triumf podczas wielkoszlemowego Roland Garros w Paryżu. Już wcześniej tenisistka pochodząca z Raszyna wykazywała swój ogromny talent, wygrywając, chociażby juniorski Wimbledon w grze pojedynczej i turniej deblowy French Open w parze z Amerykanką Caty McNally. Wracając do sukcesu Igi w dorosłym tenisie, od tego momentu nasza zawodniczka notowała regularny progres.

W ubiegłym sezonie dotarła do pierwszej dziesiątki rankingu WTA. Polskę ogarnęła swego rodzaju "Igomania". Widać to bardzo dobrze w mediach społecznościowych, a szczególnie na Twitterze. W trakcie meczów tenisowych hashtag #JazdaIga bije rekordy popularności w naszym kraju. Jednak to nie tylko Świątek nosi na barkach nasz tenis. Do światowej czołówki wdarł się Hubert Hurkacz. Ubiegły sezon był dla wrocławianina bardzo przełomowy.

Wygrał on turniej serii ATP Masters 1000 - Miami Open, a także dotarł do półfinału Wimbledonu, wcześniej pokonując słynnego Rogera Federera. Te sukcesy złożyły się na to, iż Hurkacz i Świątek wystąpili w finałowych turniejach dla ośmiu najlepszych tenisistów i tenisistek. Można się zastanowić, czy świetny okres polskiego tenisa mógłby mieć wpływ na nową gałąź esportu. W końcu oba światy od dawna przecinają swoje szlaki.

Rynek gier tenisowych jest...ubogi

Od wielu lat gry wideo o podłożu sportowym podbijają serca fanów gamingu. Wystarczy wspomnieć o serii piłkarskiej FIFA, koszykarskiej NBA 2K, czy F1 od Codemasters (teraz EA Sports). Wszystkie te trzy tytuły mają nierozłączny związek z prawdziwym sportem i jednocześnie osiągnęły gigantyczny sukces światowy. Obecnie FIFA i F1 są ważnymi elementami rynku esportowego.

Tenis niestety wyłamuje się z tego trendu. Na rynku są dwie poważne gry - AO Tennis oraz Tennis World Tour. Obie produkcje jednak nie zachwycają. Wprawdzie twórcy tych tytułów mają prawa do wizerunków czołowych zawodników światowego Touru, lecz większość turniejów ma wymyśloną nazwę (choć nawiązują do tych prawdziwych) i trzeba rozgrywać spotkania na fikcyjnych obiektach.

Wyjątkiem przy Tennis World Tour jest Roland Garros, do którego istnieje płatny dodatek oraz Australian Open w AO Tennis. Można więc śmiało stwierdzić, że tenis niestety odbiega od innych dyscyplin, które mają swoją esportową cząstkę na rynku.

To mogłoby się zmienić. W końcu tenis jest jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportowych na świecie. Każdy zna takie legendy jak Roger Federer, Rafael Nadal, Serena Williams czy Marija Szarapowa. Z pewnością gra z całą gamą możliwości, jakie proponuje, chociażby FIFA czy F1 sprzedałaby się na rynku w bardzo dobrym nakładzie. To mógłby być ciekawy projekt dla m.in. polskich firm zajmujących się tworzeniem gier wideo.

Nasze rodzimy gamedev ciągle rośnie w siłę, co roku wydawane są kolejne produkcje, które trafiają do fanów elektronicznej rozrywki na całym świecie. Na fali popularności dyscypliny również w naszym kraju któraś z nich mogłaby się pokusić o pełnowymiarowy tytuł z całą paletą różnych licencji.

Stworzenie takiej gry wymagałoby ogromnego nakładu pracy i kolosalnego budżetu. Jeśli produkt miałby się wyróżniać, to koniecznym byłoby zaangażowanie największych gwiazd sportu, zorganizowanie sesji motion-capture, nabycie licencji - to wszystko kosztuje. Jednak przy tak nienasyconym rynku tego rodzaju produkcja wciąż mogłaby mieć spore szanse na odniesienie sukcesu, nie tylko w sferze czysto rozrywkowej, ale także bardziej profesjonalnej - organizacja turniejów esportowych.

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy